Usiadłam na szpitalnym krześle i popatrzyłam na bezwładne ciało mojego jedynego przyjaciela.
-Adam...-Załkałam i złapałam go lekko na rękę. Łzy spływały po moich policzkach i kapały na prześcieradło. Ból w moim sercu z sekundy, na sekundę rósł w siłę. Niemal rozsadzał mi serce.-Adam proszę... Nie... Nie mogę cię stracić... Za wiele dla mnie znaczysz...-Znów popatrzyłam na jego twarz.
Ktoś gwałtownie otworzył drzwi. Zerknęłam kto zakłócił moje pożegnanie z przyjacielem.
-Pani Chuck Dark?-Zapytał mężczyzna w średnim wieku. Był on szoferem mojego ojca.
-Tak to ja.-Otarłam brzegiem rękawa łzy z policzków.
-Muszę panią poinformować, iż pani ojciec bardzo się o panią martwi, nalega byś wróciła natychmiast do domu.-Wyrecytował mężczyzna.
-Zaraz przyjdę.-Powiedziałam, a mężczyzna zniknął za drzwiami, za nim to nastąpiło powiedział
-Będę czekać na panienkę w samochodzie na dole.
Pocałowałam jego bladą, zimną twarz i wyszłam powoli z sali szpitalnej.
-To przeze mnie! To wszystko przeze mnie!-Krzyczała moja podświadomość.-To ja go namówiłam by wziął udział w tych wyścigach... A teraz... Przez ten głupi motor zabił się... Co ja zrobiłam!!!
~~~~~~~~~~